Ogłoszenia Kapitolu

...

wtorek, 1 stycznia 2013

Życie jak skom­pli­kowa­ny la­birynt, z które­go nie można wyjść, a czym da­lej, tym trud­niej.



Dożynki przed 53. Głodowymi Igrzyskami

Mężczyzna od lat pełniący funkcję opiekuna trybutów z Ósemki wita zgromadzonych na małym, nieszczególnie reprezentacyjnym placu mieszkańców zwyczajową formułką. Pomyślnych Głodowych Igrzysk i niech los zawsze wam sprzyja. I niech los... Masz dwanaście lat i doskonale wiesz, że to dwunasty raz, kiedy znajdujesz się w tym miejscu w takich a nie innych okolicznościach. Ale pierwszy, gdy może to dla ciebie oznaczać koniec. Gdzieś pomiędzy wszystkimi innymi znajdują się trzy kartki, na których wypisano twoje imię i nazwisko, dwie więcej, niż powinny. Chciałabyś zamknąć oczy i znaleźć się gdziekolwiek indziej, jednak zamiast tego jak zahipnotyzowana wpatrujesz się w podwyższenie ustawione przed Pałacem Sprawiedliwości. Wszystkie dźwięki zlewają się w twoich uszach w jednostajny, męczący szum.  Pogratulujmy trybutom Dystryktu Ósmego, Raynelle Therroys i Stanleyowi Hillardowi! Drzwi Pałacu Sprawiedliwości zamykają się, a ty w końcu oddychasz z ulgą.

Dożynki przed 58. Głodowymi Igrzyskami

Na scenę przed chwilą wdrapał się ten sam co w ostatnich latach Kapitolińczyk. Przyglądasz mu się z politowaniem, czekając, aż kolejne Dożynki w twoim życiu dobiegną końca. Z biegiem czasu nauczyłaś się opanowywać strach, uspokajać się myślą, że co ma się zdarzyć, zdarzy się i tak. Równocześnie z eskortą pechowców z waszego dystryktu szepczesz: pomyślnych Głodowych Igrzysk i niech los zawsze wam sprzyja. I niech los... Masz siedemnaście lat i z całkowitą obojętnością mówisz o dwudziestu sześciu losach, które mogą zadecydować o twojej przyszłości. Opuszczasz lekko powieki. Rozmazana, jasna plama na podwyższeniu przesuwa się, porusza. Nie chcesz widzieć, jak wyjmuje z kuli kartkę, więc opuszczasz głowę, wbijając wzrok w ziemię i bierzesz głęboki oddech, nasłuchując wyroku, który ma przerwać tę złowieszczą ciszę. Pogratulujmy trybutom Dystryktu Ósmego, Raelynn Munsey i Flaxowi Tedesco! Przez chwilę patrzysz wprost przed siebie, na tych wszystkich, którzy cieszą się, że w tym roku nie na nich padł wybór — a potem oboje zostajecie skierowani do Pałacu Sprawiedliwości. W momencie, kiedy zatrzaskują się za wami drzwi, wstrzymujesz oddech.

Dożynki przed 73. Głodowymi Igrzyskami

Patrzysz na plac z góry, zajmując jeden z foteli na podwyższeniu. Po raz piętnasty obserwujesz uroczystość z tej drugiej, innej perspektywy, spojrzeniem ciemnych oczu obrzucając ustawione w szeregach przed sceną dzieci, które mają świadomość, że ten dzień może być ostatnim, który spędzą w Ósemce. Odruchowo powtarzasz zdanie, które od lat w tym dniu pojawia się na twoich ustach. Pomyślnych Głodowych Igrzysk i niech los zawsze wam sprzyja. I niech los... Masz trzydzieści dwa lata i wgłębi ducha drżysz na samą myśl o dwóch spośród tysięcy skrawków papieru. Wzrok utkwiony w jakimś odległym punkcie sprawia, że najbliższe otoczenie staje się niewyraźne. Doskonale za to słyszysz wszystko, co wokół się dzieje. Urywane szepty, pojedyncze szlochy przerażonych matek. Pogratulujmy trybutom Dystryktu Ósmego, Nellianne Howell i Chintzowi Rotterowi! Kiedy wyczytane zostaje imię twojej córki, masz wrażenie jakby ktoś właśnie uderzył cię czymś bardzo ciężkim. Gdybyś tylko mogła, zgłosiłabyś się na jej miejsce — ale nie możesz, a nikt inny nie chce i nie ma wystarczającego powodu, by to zrobić.


R a e l y n n   H o w e l l   ( M u n s e y )
Dystrykt Ósmy
Lat trzydzieści dwa
Zwyciężczyni Pięćdziesiątych Ósmych Głodowych Igrzysk
Do niedawna szczęśliwa matka

2 komentarze:

  1. [chcę bardzo wątek!]

    //mark

    OdpowiedzUsuń
  2. Mark prowadził od lat naprawdę bardzo regularny tryb życia. Regularnie nie spał po nocach i regularnie zastanawiał się, czy to przypadkiem nie ten czas, żeby zdobyć pokątnie jakąś broń i w końcu zrobić porządek z burdelem, jakim było całe jego istnienie. Jeden celny strzał i po zabawie, ten jedyny prezent chciał sobie wręczyć niemalże bez przerwy. Siedząc w ciemnej kuchni zauważył, że światło w domu obok zapala się już którąś noc z rzędu. Wiedział też, że zgaśnie dopiero wtedy, kiedy jego organizm już się podda i pozwoli mu na te trzy godziny snu, które trzymały go jeszcze przy życiu.
    Od momentu śmierci jej córki w Igrzyskach, jego kontakty z Rae ograniczały się do krótkich spojrzeń. Ona była na niego wściekła, a przynajmniej tak to odbierał, zdając sobie jednak sprawę, że to nie jest zwykły gniew, ale rozpacz matki, która straciła dziecko. On uciekał wzrokiem za każdym razem, kiedy na niego spojrzała, bojąc się tego, do czego spotkanie mogłoby doprowadzić. Tym razem jednak zebrał w sobie niewyobrażalne pokłady odwagi i wyszedł ze swojego lokum, kierując się do domu obok. Był gotów zawrócić w połowie drogi, ale tego nie zrobił. Słowo się rzekło, zapukał delikatnie do drzwi.

    //Mark

    OdpowiedzUsuń